Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię!
środa Sierpień 23rd 2017

Choroba jako metafora

Czytam książkę Edyty Zierkiewicz Rozmowy o raku piersi (2010). W tej lekturze, już od pierwszych zdań, towarzyszy mi "duch" innej książki, mianowicie: Choroba jako metafora Susan Sontag.

Zierkiewicz pisze o raku piersi. Ja z kolei chciałabym pisać o anoreksji. Czytając Rozmowy… co i rusz napotykam inspirujące zdania, które wywołują lawinę myśli, skojarzeń, pytań… Na przykład…

Zarówno w przypadku raka piersi, jak i anoreksji wyrażenie choroba jako metafora nabiera – jak mi się wydaje – wyjątkowego znaczenia. Zabrzmi ryzykownie, ale i tak to napiszę: i rak piersi, i anoreksja to metafory (stygmaty społeczne!) mocno kobiece. Silne i emocjonalne, funkcjonujące w dyskursie wyobrażenia i poglądy na temat tych chorób, wiążą się z faktem, że są to choroby, na które zapadają przede wszystkim kobiety. Zatem, można powiedzieć, że to choroby kojarzone głównie z kobietami. To choroby, które pozostają doświadczeniami kobiet. I w dużym stopniu są nadal tabu. Posiadają specyficzny kontekst znaczeniowy.

Kobieta chorująca na raka piersi, jak też anorektyczka w wyobrażeniach społecznych występuje jako kobieta w sposób szczególny obnażona; taka kobieta nie-kobieta. Jej choroba to piętno w goffmanowskim znaczeniu tego słowa; piętno bezpośrednio oddziałujące na społeczny (publiczny) obraz jej kobiecości. Dla kobiety chorującej na raka, podobnie zresztą jak dla anorektyczki, "kobiecość" przestaje (już) być czymś naturalnym, immanentnym; to "coś", co musi (innym) udowadniać.
cdn.

Komentuj