Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię!
wtorek Wrzesień 26th 2017

IRIGARAY…

Jak odnaleźć, a może wynaleźć język? W jaki sposób mówić-jako-kobieta? Jak przekroczyć dominujący dyskurs? Czy mówienie-jako-kobieta daje się jakkolwiek zapisać?

Nie wiem, czy można w ogóle odpowiedzieć na te pytania… Ale powtarzam je (bo są ważne!) za Lucy Irigaray. Autorka – m.in. po lekturze Lacana – zastanawia się nad kwestią mówienia histerycznego, mowy histerycznej. Jeśli (dotychczasowy) dyskurs naukowy jest dyskursem zawładniętym przez mężczyzn, znaczy to, że jest prowadzony w języku, który nie należy do kobiet. W tej sytuacji kobiety mogą milczeć lub naśladować język mężczyzn. To naśladowanie – jak przyjmuje m.in. Lacan – jest parodią, kłamstwem… jest histerią. A zatem… milczenie albo histeria? Irigaray jednak stawia inne pytanie: Czy (i co) histeryczki mówią?


Histeria – jak pisze Irigaray – "mówi" pod postacią "symptomów", czyli czegoś, … co nie może mówić do siebie ani o sobie

Czy taka jest też moja mowa? Mowa kobiety, która boi się mówić/pisać, bo wszystko co powie/napisze może być użyte przeciwko niej, czyli może zostać odebrane jako histeria… Jednocześnie pojawia się jeszcze inny problem… Na przykład taki: choć pisanie przynosi gorzką świadomość niemożności ostatecznego odnalezienia się w słowach, to jednak o pisaniu zapomnieć nie mogę i ukradkiem piszę…

Sięgam po czyjeś słowa, zapożyczam je, studiuję i chłonę, ale ponieważ nie są moje, nie mogą i nie przynoszą mi nasycenia. Pisząc nie czuję "wyzwolenia", ale raczej smutek, bo… jakże "wyzwolić" się w języku, który nie do końca jest mój? Zatem… zaledwie ocieram się, nigdy zaś nie trafiam w sedno. W sedno tego, co chcę wyrazić. Czuję za to banał, ale… jak usłyszałam niedawno: "banał przeżyty, przestaje być banałem…" A ja przecież przeżywam, i słowa, i myśli, które chciałabym w słowach zawrzeć.

Powoli zaczynam rozumieć, że moje nienasycenie pozostać musi nienasyceniem. Musi, choćby
z tego powodu, że nie zgadzając się z opinią, że istnieje jakaś właściwa, esencjalna rzeczywistość (kobiecość etc.), zaakceptować mi trzeba, że nie istnieje "neutralny" język, którego mogłabym się nauczyć i w którym mogłabym się "wypisać". Co zatem mogę?

Mogę tylko podejmować kolejne próby, traktując swoje pisanie jak ćwiczenie, wprawkę, wieczne "niedokończone" zdanie… Mogę pisać z "miejsca", w którym aktualnie jestem… Mogę pisać z MOJEGO punktu widzenia, którym jest doświadczenie…

Komentuj