Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię!
wtorek Październik 24th 2017

CZYTANIE SIMONE WEIL

Lektura biografii Simone Weil (G. Fiori, Kobieta absolutna) oraz jej tekstów ze zbioru Wybór tekstów, wywołała we mnie nawrót refleksji o tzw. „uważnej lekturze”. Zresztą, warto przypomnieć, że sama Weil pisała o czytaniu i to w szerszym kontekście niż dosłowna lektura tekstów, bo pisała o „czytaniu świata”.

A jak czytać Simone Weil? Jak ja czytam Simone Weil? Kieruję się podpowiedzią udzielonej przez samą Weil, mianowicie chodzi o bycie „świadomą” tego, co się czyta.

Sięgając po biografię i teksty Simone Weil chciałam przede wszystkim zaspokoić moją ciekawość w temacie autorefleksyjności kobiet-autorek. Chciałam „wejść” w świat jej myśli i poglądów, a także myśli i opinii o niej. Chciałam „zmierzyć” się z jej narracją, jej językiem, sposobem odbierania samej siebie i świata. Zadanie to powiodło się połowicznie. To czego się dowiedziałam z lektury, dotyczy przede wszystkim mnie (jako czytelniczki, kobiety) niż jej, Simone Weil.

Pierwszy ważny wniosek przyszedł do mnie wraz ze spostrzeżeniem, że nie sposób odpowiedzieć na pytanie o autorefleksyjność kobiety autorki, nie zadając zarazem pytania o to, czego ja, jako czytelniczka (jako konkretna kobieta zadająca to właśnie pytanie) chcę się dowiedzieć. Pytaniu o autorefleksyjność kobiety piszącej towarzyszy, a może nawet jest jego efektem, pytanie o sam przebieg lektury „kobiecego pisania”… To, co w lekturze biografii i tekstów Weil zwraca moją uwagę, „mówi” przede wszystkim o mnie.

PS. Parę lat temu powstał film dokumentalny „An Encounter with Simone Weil” w reż. Julii Haslett. Niestety chyba wciąż niedostępny w Polsce… Szkoda.

Schemat czytania…

Sięgając po książkę, sięgam zarazem po ołówek (czytanie to przepisywanie). Wiem, że czeka mnie praca nad sobą, nad moim skupieniem, praca, w której czytane zdania – czasem od razu, ad hoc – wywoływać będą skojarzenia, pytania i wątpliwości. A im więcej takich zdań, tym więcej refleksji, tym więcej życia.

Podczas pierwszego czytania jestem niczym wygłodzona, bezdomna sierota, która w słowach szuka… Czego? Pocieszenia, zakorzenienia…? To porównanie do głodnej sieroty wydaje się trafne, jednak wywołuje we mnie pewien sprzeciw wobec – czasem zbyt pochopnego, łatwo przychodzącego, uświadamianego – sięgania po metafory. Po lekturze Weil, otworzyłam oczy na znaczenie metafory w tekście; jej przewrotność, elastyczność, pojemność, nieprzewidywalność, celność. Metafora trafia. Inspiruje. Bywa niczym wytrych. Zostawia trwały ślad. Tego uczy mnie lektura tekstów i biografii Weil – uważać na metafory, brać odpowiedzialność za nie.

P.s. Milan Kundera w Nieznośnej lekkości bytu pisze:  „Metafory są rzeczą niebezpieczną. Z metaforami nie należy igrać.”

Komentuj