Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię!
wtorek Październik 24th 2017

Kobieta, czyli nie profesor… Rozczarowania pedagożki

Zdarzyło mi się wyrzucić studentów (więcej niż połowę) z zajęć. Nie ma się czym chwalić. To zdecydowanie przykra dla mnie sytuacja. Powód do…? No właśnie, do czego? Do wstydu? – Nie, nie wiem. Do refleksji? – Tak, to na pewno.

Kiedy raz po raz studenci przychodzą nie przygotowali (większość z nich) na zajęcia, zachodzę w głowę co robię nie tak. Czy nie potrafię ich zmotywować do pracy? Czy moje zajęcia są nudne? Czy jestem zbyt wymagająca? Czy przeciwnie – zbyt wyrozumiała? Czy może… Czy może problem jest jeszcze inny?

- Mamy teraz kiepski czas. Wciąż jakieś zaliczenia, dużo pracy - tego typu usprawiedliwienia słyszę na zajęciach, kiedy pytam studentów, dlaczego są nieprzygotowani.

Rozumiem. Muszą się przygotowywać na… inne zajęcia?

W końcu dociera do mnie… Problemem – mówiąc skrótowo – jestem ja. To znaczy, problemem jest to, że nie jestem mężczyzną (mężczyzną przynajmniej w średnim wieku); że nie prowadzę zajęć z zakresu tych „głównych”, kierunkowych; że nie krąży za mną legenda „tej wrednej baby”… etc. A więc, hmm, można – mówiąc brzydko – moje zajęcia olać. Można?

Jestem kobietą. A przed nazwiskiem nie mam „hab.”, mam tylko „dr”. Wyglądam, jak wyglądam. Nie mam wąsów. Nie noszę też szarych garsonek. Uśmiecham się i to wcale nie z przekąsem. Odpowiadam na „dzień dobry”. Nie spóźniam się na zajęcia. Nie straszę sprawdzianami i wiecznym piekłem „niezaliczenia”. Nie mruczę pod nosem, tylko głośno zachęcam studentów do dyskusji. I cieszę się z każdej interakcji. Jednym słowem…

Jednym słowem: będąc kobietą, a nie mężczyzną, i do tego będąc kobietą taką, a nie inną, nie jestem – jak pisał Pierre Bourdieu, m.in. w Reprodukcji - „wiarygodna” jako profesor. Po prostu nie wpisuję się w stereotypowe wyobrażenia studentów o tym, kim jest i jak wygląda profesor. A profesor – wiadomo – to mężczyzna. Mężczyzna o nastawieniu wyraźnie antypedagogicznym; wymagający i nic nie dający w zamian; mówiący niezrozumiałym językiem….

A ja?

Na pierwszych zajęciach mądrzę się o wzajemnym inspirowaniu, o szacunku, o kreatywnym podejściu do zajęć i do życia. Mówię od siebie, mówię emocjonalnie, o moich obawach, planach i marzeniach. O nauce, która jest HUMANISTYCZNA. O mojej pasji uczenia i uczenia się. Zachęcam do refleksyjności i krytycznej, uważnej lektury świata… I co?

Na koniec semestru czuję rozczarowanie. Chyba znowu nie udało się…

Komentuj