Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię!
sobota Czerwiec 24th 2017

KIM JEST OJCIEC DLA KOBIETY?

Gazeta.pl pisze dzisiaj o sprawie kobiety poczętej z nasienia dawcy, która wyrokiem sądu uzyskała prawo do wiedzy, kto jest jej ojcem.  Zrobił się skandal. Jest wielu oburzonych. Już rodzą się (sic!) koncepcje na temat granic wolności, anonimowości, praw człowieka, etyki etc.

Nie będę roztrząsać wyroku sądu, zostawię to innym… Bo w całej tej sprawie mnie zastanawia coś innego… Ale najpierw cytat:

Czuję się, jakbym nie była kompletna. Wyobrażam sobie, że gdy dotrę do ojca, będzie to jak znalezienie mojej drugiej połowy - powiedziała 21-letnia Sarah P.

Słowa Sarah ujawniają, jak ważną rolę dla poczucia tożsamości kobiety odgrywa ojciec.  No właśnie… ojciec.

Ojciec… mój…

Jako reprezentant innej płci stanowił punkt odniesienia dla mojej tożsamości, stanowił impuls do feministycznego „przebudzenia”, uświadomienia sobie własnej podmiotowości; „zauważenia” siebie jako odrębnej, autonomicznej osoby, podmiotu. Bo ojciec to nie ja. Ja, to ktoś zupełnie inny. Ja… czyli właściwie kto?

W moim życiu (a wiem, że też w życiu innych kobiet, o czym mowa w  feministycznych autobiografiach, np. u Adrienne Rich) potrzeba dotarcia do ojca, czy też refleksji nad relacją z ojcem, okazała się przełomem. Była to potrzeba określenia  samej siebie na tle relacji z mężczyzną, być może najważniejszym mężczyzną w życiu. Kim byłam, kim jestem, będąc jego córką?  Co wiem o sobie?

Kiedy pytam o ojca, to chcę pytać o samą siebie. O to, co nas łączy. Moje pytania dotyczą nie wyrażonej wprost miłości, nienawiści, gniewu, żalu… Są potrzebą zmierzenia się z symbolicznym Innym. Innym, z który łączy(ła) mnie relacja władzy, czy też walka o wyzwolenie się spod jego (ojcowskiej) władzy. Ostatecznie jednak nie chodzi o pokonanie ojca, ale o konfrontację z nim, próbę zrozumienia… Chodzi o akt wybaczenia ojcu jako mężczyźnie w ogóle i ojcu, który zawiódł.

Ojciec to mężczyzna, z którym byłam związana najwcześniej i najbliżej. Najbliżej nie oznacza tu koniecznie bliskości w sensie emocjonalnym. Chodzi raczej o fakt istnienia samej relacji i jej formalnej nierozerwalności; relacji, której nie mogę odwołać, czy zanegować.  Ojciec to mężczyzna, który po prostu „jest” w moim życiu; jest, choćby jako współtwórca mojego życia. Ale jest też kimś więcej… I chyba właśnie o to „więcej” chodzi Sarze P., kobiecie poczętej z nasienia dawcy, która wyrokiem sądu uzyskała prawo do wiedzy, kto jest jej ojcem.

Komentuj