Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię!
wtorek Październik 24th 2017

MIĘDZY SAMOBÓJSTWAMI

To wpis z cyklu „moje fascynacje”. Nie wiem tylko, czy określenie „fascynacje” jest tutaj najbardziej właściwe… póki co nie znajduję innego.

Od dłuższego czasu regularnie w środku nocy ”odwiedza” mnie pewna myśl. Tak między 1:00, a 3:00 w mojej głowie pojawia się temat ulotności życia. Życia w ogóle, ale i życia mojego własnego, jedynego, które znam.

Kiedy budzę się w nocy, po to, by pozwolić sobie na myśl o ulotności życia (albo inaczej: nieuchronności śmierci), życie jawi mi wtedy się jako coś metafizycznego, śmierć zaś wydaje się zupełnie czymś fizycznym, czymś realniejszym od życia. Bezsens? Może… Może cały ten wpis jest mocno stupid… Jednak nie bez przyczyny piszę.

Odkąd pamiętam, moje fascynacje zawsze dotyczyły bardziej punktu śmierci niż narodzin. I… tak już zostało. Nie widzę nic skandalicznego w mówieniu i pisaniu o śmierci, w tym o śmierci samobójczej.

Prawdą jest, że wśród wszystkich autorek, zawsze najbardziej fascynowały mnie samobójczynie; te, które w jakimś sensie rezygnowały z metafizyki życia… Myślę, że moje zainteresowanie Sylvią Plath miało swój początek nie tyle w jej twórczości literackiej, co w wiadomości o jej samobójstwie.

Na dzień przed Dniem Matki sięgnęłam po Listy do domu Plath. Dla mnie tytuł tej książki zawsze brzmiał Listy do matki. Ten pierwszy, pochodzi z 27 września 1950 r. Zaczyna się od wstępu: Najdroższa Mamusiu. Sylvia miała wtedy niespełna 18 lat i była studentką w Smith College. Ostatni list pochodzi z 4 lutego 1963 r. Kilka dni później Plath popełniła samobójstwo. 12 lat później (1975) Aurelia Schober Plath, matka Sylvii, wydała listy od córki…

Te listy są (precyzyjną) relacją z życia i zarazem (teatralną) próbą maskowania życia. Plath buduje fasadę za fasadą. Tworzy te fasady dla matki; dla tej, którą nazywa „najdroższą”. c.d.n.

Komentuj