Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię!
wtorek Październik 24th 2017

MAJ: CO SIĘ KOMU UDAŁO…

Udało mi się przeżyć maj, to już coś. Bo maj to nie jest miesiąc łatwy… – tak mogłabym zacząć swój dzisiejszy wpis w dzienniku. Mogłabym, gdybym takowy dziennik miała. Nie mam. I żałuję. Choć kilkakrotnie próbowałam, to jednak nie udało/nie udaje mi się regularnie prowadzić dziennika. Pisanie – pisanie o sobie – jest (bardzo) wyczerpujące. Tym bardziej więc podziwiam i zaczytuję się w dzienniki kobiet.

Właśnie udało mi się przeczytać Zamiast eposu. Rzecz o Dziennikach Zofii Nałkowskiej, autorstwa Adama Fitasa (Wydawnictwo KUL 2011). I choć czytanie książki rozpoczęłam bez wielkiej entuzjazmu i szczególnego przekonania (bo co mężczyzna może napisać ciekawego o Dziennikach Nałkowskiej??), to teraz, już po lekturze, mam poczucie zadowolenia. Książka autorowi się udała!

Adam Fitas zaproponował ciekawą metodę „czytania” dzienników Nałkowskiej (dziennik jako okno/lustro/luneta), ale nie tylko. Jego książka utwierdziła mnie w przekonaniu, że moja własna praca – praca nad dziennikami kobiet – ma sens. A ma sens, bo znaczenie dziennika wykracza daleko poza sferę świadectwa czy wyznania. To coś więcej niż potrzeba autokreacji. To dowód istnienia. Tak, tak właśnie myślę.

Dziennik to dowód troski o własne istnienie. Sposób przeżywania własnego życia.  Próba przeżycia własnego istnienia nie raz, ale dwa i więcej razy. Szczególnie w przypadku kobiet, dziennik wydaje się inspirowany potrzebą potwierdzenia (potwierdzania?), że życie – to jednostkowe, moje własne, opisywane życie – ma sens; ostatecznie, to moje życie i należy do mnie.

Widzę w pisaniu dziennika jakąś odwagę i zarazem desperację; dojmujące poszukiwanie czegoś więcej niż słowa… I takie wydają mi się Dzienniki Nałkowskiej. Nałkowska prowadziła dziennik od jedenastego roku życia, czyli od 1895 roku. Co prawda, zdarzały jej się przerwy, ale ostatecznie pisała aż do śmierci w 1954 roku. Zmarła w wieku 70 lat.

Fitas w książce Zamiast eposu próbuje pokazać, że opowieść diarystki można odczytać jako obraz ponadjednostkowy; że w tym przypadku możliwa jest autobiografizacja historii ogólnej. Chodzi o autobiografizację dziejów, które ujmowane są w kontekście zdarzeń prywatnych, od strony doświadczenia osobistego autorki. Autobiografizacja – analogicznie do pojęcia  feminizacji – byłaby więc wyrażaniem w utekstowionej egzystencji prywatnej zdarzeń ponadjednostkowych. W ten sposób – jak pisze Fitas – W doświadczeniach egzystencjalnych <ja>, rozdzielonych na zapisowe odcinki, historia ogólna otrzymuje twarz konkretnego człowieka, uwewnętrznia się i nabiera sensu… (112).

Trochę boję się „przekładania” prywatnych dzienników na ponadjednostkową historię, ale spodobało mi się cytowane zdanie… Twarz konkretnego człowieka, twarz o której wspomina Fitas, to twarz konkretnej kobiety…

Komentuj