Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię!
wtorek Wrzesień 26th 2017

KAŻDY MA SWOJĄ FILIŻANKĘ…

I znowu nie uczestniczyłam w Kongresie Kobiet. Bo… to nie dla mnie. Nie wybrałam się też na Paradę Równości. Bo…? Tego też nie czuję, parady, hałas, tłumy… to nie jest mój „temperament”. No tak, jaka więc ze mnie… feministka?

Po pierwsze, nie mam i nigdy nie miałam wątpliwości co do tego, kim jestem, a jestem feministką. To najważniejsza część mnie. To moja siła. I nikt mi tego nie odbierze.

Po drugie, nigdy nie miałam problemu z manifestowaniem swojego (feministycznego) punktu widzenia; przeciwnie, dumnie głoszę, że feminizm jest  filozofią życia, w którą wierzę, i którą praktykuję. A praktykuję „po swojemu”, bez ulegania presjom, że coś powinnam, że coś muszę. Nic nie muszę. Zwłaszcza, że mam temperament raczej melancholijny i nie widzę siebie w roli performerki ze sztandarem w dłoni.

Widzę siebie jako wieczną studentkę, która biega za książkami i chce się uczyć. Widzę siebie rozmawiającą z kobietami o ich doświadczeniach biograficznych, o transformacjach, rytach przejścia, falach i zwrotach życiowych. Wiedzę siebie piszącą o kobietach, a czasem i o sobie samej… Nie widzę natomiast siebie  na scenie, na barykadzie, na ekranie tv. I myślę, że mam prawo do swojej wizji  feminizmu. Przecież, cytując prof. Annę Titkow, każdy ma swoją ulubioną filiżankę

PROFESOR z UG UCZY O KOBIETACH…

Codziennik Feministyczny w cyklu Cytaty Profesorów z UG przytoczył seksistowską wypowiedź pewnego wykładowcy. Nie wiem, jakie i czy w ogóle były jakieś reakcje panów studentów, do których swoją wypowiedź o kobietach skierował pan profesor. Wiem jednak, że muszę reagować. Więc… reaguję. Moim komentarzem i jednocześnie apelem, apelem o wrażliwość, niech będzie poniższy cytat:

Kiedy profesor używa rasistowskich czy seksistowskich przykładów lub w sposób wrogi odnosi się do kobiet czy przedstawicieli mniejszości, wrażliwy student, który jest białym mężczyzną, zauważy nastawienie profesora tak szybko jak przedstawiciele mniejszości. Jednak kiedy manifestowane jest ono w sposób mniej jawny, na przykład poprzez ignorowanie pytań zadawanych przez kobiet, niedopuszczanie ich do głosu, niedocenianie ich pracy czy ogólnie nieżyczliwą postawę, osoba niebędąca członkiem grupy opresjonowanej może nie zauważyć owych ukrytych form opresji….

(Uma Narayan, Working Together Across Difference, cyt. za: E. Domańska, Historia egzystencjalna, s. 128).

Po pierwsze: kobiety. Po drugie…

Po pierwsze Hannah Arendt, a właściwie nie Arendt, a Rahel (Levin) Varnhagen, a właściwie to książka Arendt o Raheli.

Arendt pisała Rahel Varnhagen. Historia życia niemieckiej Żydówki z epoki romantyzmu z myślą o swojej habilitacji. Pierwsze rozdziały powstały jeszcze w Niemczech, na początku lat 30. XX w. Ostatnie – już na emigracji, we Francji. Potem, przez kolejne długie lata, książka czekała na publikację. Aż wreszcie w 1957 r. ukazała się! Najpierw po angielsku, dopiero później (1958) – po niemiecku. Polskie tłumaczenie książki (przekład: K. Leszczyńska) wydał ośrodek Pogranicze. I właśnie zakupiłam tę książkę. I… zabieram się do czytania.

Po drugie… jest Codziennik Feministyczny! I z tego powodu warto zaglądać na FB!

 Page 6 of 34  « First  ... « 4  5  6  7  8 » ...  Last »