Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię! Piszę, bo lubię!
piątek Czerwiec 23rd 2017

FEMINIZM to stan świadomości

Skoro dzisiaj niedziella, to złożę wyznanie wiary. Otóż, wierzę w feminizm. A feminizm to przede wszystkim stan świadomości. Sposób myślenia i mówienia o sobie i o innych kobietach; o tym, że kobiety wciąż cierpią i są dyskryminowane z powodu swojej płci. Ich głosy są niesłyszane, wyśmiewane, podważane. Ich ciała są tresowane i urzeczowiane. Ich doświadczenia, potrzeby i marzenia – trywializowane. Przesadzam?

Nie wierzę, kiedy Pan lub Pani mówi w tv (lub pisze na fb), że nie ma dyskryminacji kobiet; a nie ma dyskryminacji, bo tej – jak twierdzi on lub ona – osobiście nigdy (sic!) nie widział(a). Aha! Znaczy to tylko, że świat takiego Pana lub Pani kończy się na nim/niej samym/samej. Zatem bardzo mały ten świat…

Jeżeli chodzi o mnie to chcę widzieć coś więcej niż tylko koniec swojego nosa. Dlatego… dzielę się dzisiaj fantastycznym (i wciąż aktualnym!) tekstem Agnieszki Graff, który w 2000 roku opublikowała ZADRA: Feminizm jako dziwo.

SKORO DZIEŃ DZIECKA…

… to niech wolno mi będzie pofantazjować. O życiu. Moim własnym. Moim dorosłym już życiu, choć właściwie wciąż jeszcze nie do końca oderwanym od „niewypałów” z czasów dzieciństwa. Te niewypały, wciąż siedzą mi w głowie, w postaci myśli ciężkich i nazbyt smutnych. Po co mi one?

Czy dzieciństwo się kiedyś kończy? To chyba zależy (już tylko) ode mnie. Zatem, marzę dzisiaj o życiu wolnym od tamtych dawnych lęków. To po pierwsze. Bo po drugie, marzę o życiu, w którym szala zysków zawsze przeważa szalę strat. Tak, wiem, to też pewnie zależy przede wszystkim ode mnie i mojej percepcji tej przysłowiowej szklanki, która do połowy… pełna czy jednak pusta?

Dzisiaj zdecydowanie pełna! I szklanka i inne wazoniki też. Co widać na załączonym obrazku :)

(zdjęcie pochodzi ze strony:  
http://www.hiphipgingin.com/2010/11/29/peonies/
)

I tyle moich marzeń na dzisiaj. Z marzeniami też nie można przesadzić…

MAJ: CO SIĘ KOMU UDAŁO…

Udało mi się przeżyć maj, to już coś. Bo maj to nie jest miesiąc łatwy… – tak mogłabym zacząć swój dzisiejszy wpis w dzienniku. Mogłabym, gdybym takowy dziennik miała. Nie mam. I żałuję. Choć kilkakrotnie próbowałam, to jednak nie udało/nie udaje mi się regularnie prowadzić dziennika. Pisanie – pisanie o sobie – jest (bardzo) wyczerpujące. Tym bardziej więc podziwiam i zaczytuję się w dzienniki kobiet.

Właśnie udało mi się przeczytać Zamiast eposu. Rzecz o Dziennikach Zofii Nałkowskiej, autorstwa Adama Fitasa (Wydawnictwo KUL 2011). I choć czytanie książki rozpoczęłam bez wielkiej entuzjazmu i szczególnego przekonania (bo co mężczyzna może napisać ciekawego o Dziennikach Nałkowskiej??), to teraz, już po lekturze, mam poczucie zadowolenia. Książka autorowi się udała!

Adam Fitas zaproponował ciekawą metodę „czytania” dzienników Nałkowskiej (dziennik jako okno/lustro/luneta), ale nie tylko. Jego książka utwierdziła mnie w przekonaniu, że moja własna praca – praca nad dziennikami kobiet – ma sens. A ma sens, bo znaczenie dziennika wykracza daleko poza sferę świadectwa czy wyznania. To coś więcej niż potrzeba autokreacji. To dowód istnienia. Tak, tak właśnie myślę.

Dziennik to dowód troski o własne istnienie. Sposób przeżywania własnego życia.  Próba przeżycia własnego istnienia nie raz, ale dwa i więcej razy. Szczególnie w przypadku kobiet, dziennik wydaje się inspirowany potrzebą potwierdzenia (potwierdzania?), że życie – to jednostkowe, moje własne, opisywane życie – ma sens; ostatecznie, to moje życie i należy do mnie.

Widzę w pisaniu dziennika jakąś odwagę i zarazem desperację; dojmujące poszukiwanie czegoś więcej niż słowa… I takie wydają mi się Dzienniki Nałkowskiej. Nałkowska prowadziła dziennik od jedenastego roku życia, czyli od 1895 roku. Co prawda, zdarzały jej się przerwy, ale ostatecznie pisała aż do śmierci w 1954 roku. Zmarła w wieku 70 lat.

Fitas w książce Zamiast eposu próbuje pokazać, że opowieść diarystki można odczytać jako obraz ponadjednostkowy; że w tym przypadku możliwa jest autobiografizacja historii ogólnej. Chodzi o autobiografizację dziejów, które ujmowane są w kontekście zdarzeń prywatnych, od strony doświadczenia osobistego autorki. Autobiografizacja – analogicznie do pojęcia  feminizacji – byłaby więc wyrażaniem w utekstowionej egzystencji prywatnej zdarzeń ponadjednostkowych. W ten sposób – jak pisze Fitas – W doświadczeniach egzystencjalnych <ja>, rozdzielonych na zapisowe odcinki, historia ogólna otrzymuje twarz konkretnego człowieka, uwewnętrznia się i nabiera sensu… (112).

Trochę boję się „przekładania” prywatnych dzienników na ponadjednostkową historię, ale spodobało mi się cytowane zdanie… Twarz konkretnego człowieka, twarz o której wspomina Fitas, to twarz konkretnej kobiety…

 Page 7 of 34  « First  ... « 5  6  7  8  9 » ...  Last »